Gra o przyszłość

Skąd młodzi ludzie mają wiedzieć, jak planować swoją karierę zawodową i, że nie każdy absolwent farmacji odkrywa lek opóźniający starzenie się - pyta Katarzyna Pawłowska-Salińska w felietonie dla portalu bezrobocie.org.pl.

Kilka dni temu natknęłam się na intrygujące hasło reklamowe. „Sprawdź swoją przyszłość". Zachęcało i odsyłało na stronę przyszlosc.uj.edu.pl, więc zajrzałam. I było warto!

Po wpisaniu imienia, nazwiska, wieku i kierunku studiów (wybrałam moją wymarzoną farmację) nagle ukazała się strona stylizowana na biogram z Wikipedii z moim imieniem i nazwiskiem a obok opis niezwykłych dokonań mojej osoby jako twórczyni środka opóźniającego starzenie się. Poza tym opis licznych osiągnięć naukowych, publikacji, stypendiów (min. na Uniwersytecie Stanforda, też moje wymarzone). A jeszcze można było wkleić swoje zdjęcie...

Zaintrygowana wybierałam coraz to nowe wydziały i czytałam o swoich niezwykłych osiągnięciach jako pisarki (polonistyka), twórczyni nowego stoicyzmu (filozofia), autorki zmian w ustawie sądowej (prawo i administracja). Po pierwszym zachwycie dla pomysłowości UJ przyszło jednak otrzeźwienie.

Znam mnóstwo absolwentów polonistyki a wśród nich tylko kilku pisarzy. Sama ukończyłam filozofię i wiem, że nawet gdybym wymyśliła nowy stoicyzm, nie zainteresowałby się tym pies z kulawą nogą. A o absolwentach prawa i administracji napisał w Internecie sam „mgr prawa": „powinno tu wyskakiwać: bezrobotny albo podinspektor administracji publicznej (przy odpowiednich znajomościach) za 1370 netto miesięcznie".

Entuzjazm jeszcze bardziej opadł, gdy na końcu niemal każdego opisu moich równoległych żyć czytałam: „samotna, mieszka z rodzicami", „szuka swojej połówki na portalu randkowym", a nawet „już zrezygnowała z poszukiwań mężczyzny swego życia". Czyżby copywriterzy z agencji BBDO (autorzy tej kampanii) byli aż tak nienowocześni i uważali, że kobieta osiągająca sukcesy automatycznie musi być samotna i bezdzietna?

Zostawiając na boku rozważania, czy to kampania udana, czy robiąca z kandydatów na studia idiotów, przypomina ona jednak, że idąc na studia, zwykle mamy mgliste wizje, co nas po nich czeka. Nie mówiąc już o jakiejkolwiek ścieżce kariery. I nie bardzo wiemy, jak to zmienić.

- Mnie od podstawówki wszyscy powtarzali - idź na prawo, będziesz ustawiona - mówi Ania, której ojciec ma kancelarię prawną. - Nie widziałam innej możliwości, chociaż nie podobała mi się taka wizja: całe życie pomagam podzielić majątek rozwodzącym się bogaczom - śmieje się. - Na szczęście potem okazało się, że jako prawnik mogę też pomagać tym, którzy nie mają pieniędzy. Ania pracuje teraz w organizacji pozarządowej.

Ale właściwie skąd młodzi mają wiedzieć, jak planować swoją ścieżkę kariery? Kiedy starać się o jakie stypendium, w jakiej firmie wybrać staż? Z biogramów UJ? A może warto byłoby zrealizować pomysł, o którym od kilka lat temu powiedziała mi ekonomistka z UW, dr Joanna Tyrowicz?

Jej zdaniem młodzi w szkołach średnich powinni obowiązkowo grać w grę, dzięki której dowiedzą się, co się może wydarzyć, gdy wybiorą jakąś drogę. Np. pójdziesz na iberystykę, całe studia przesiedzisz w Warszawie - w najlepszym wypadku zostaniesz pracownikiem biurowym, i to wcale nie w firmie hiszpańskiej. Wyjedziesz na Erasmusa do Portugalii, tam uda ci się zostać na dłużej, rozwiniesz się, poznasz mnóstwo osób ze wszystkich kontynentów - po powrocie raczej nie masz jednak szans na pracę, bo brak ci będzie doświadczenia zawodowego. Inny scenariusz: nie pójdziesz na studia, wyjedziesz do Niemiec, popracujesz na budowie, wrócisz do kraju, założysz firmę oferującą nowoczesny, niemiecki standard usług. I tak dalej, i tak dalej.

Zamiast psioczyć na młodych, że nie umieją wybrać sobie drogi życiowej, może trzeba im pokazać, jak to zrobić, jakie są ścieżki, dokąd doprowadzić mogą nasze wybory. Oczywiście wszystkiego nie można przewidzieć ale wiadomo, że antropolog raczej inżynierem nie zostanie. Może w szkołach średnich i w gimnazjach powinien być przedmiot „Moja ścieżka kariery". I na nim dzieciaki by się dowiedziały, kim i po co mogą zostać. To pewnie kosztowałoby mnóstwo pieniędzy ale nie więcej, niż utrzymywanie rosnących rzesz bezrobotnych absolwentów po studiach.

Bo narzekając na system kształcenia, na młodych, że źle wybierają, że nie umieją pokierować swoim życiem nic nie zmienimy. Kilka miesięcy temu Edwin Bendyk na swoim blogu napisał, że w dzisiejszych czasach problemy naszych młodych wykształconych są tak naprawdę globalną cechą strukturalną systemu gospodarczego, a dobrej pracy dla większości magistrów już nie będzie. Jak pisze Zygmunt Bauman, mit społeczeństwa wiedzy rozsypuje się w gruzy - inwestycje w wiedzę przestają się zwracać, w USA nową kategorię bankrutów tworzą absolwenci uczelni, którzy zadłużyli się na studia i nie mają dziś pracy, a więc nie mają z czego spłacać zobowiązań.

Dlatego nie suszmy głowy młodym, że sami są sobie winni. Nauczmy ich, jak się w tej nowej rzeczywistości znaleźć.

Autorka: Katarzyna Pawłowska-Salińska, „Gazeta Wyborcza" dla portalu bezrobocie.org.pl

Źródło: Bezrobocie.org.pl


Data publikacji: 2011-05-16
Strony: 1

Nauka i praca , Klient nasz Pan, czyli jak się nauczyć profesjonalnej obsługi, Brak pracy, czy odpowiednich kandydatów?, Mózg zawsze pyta, dlaczego ma się czegoś uczyć, Wizja kształcenia młodzieży w Europie w 2025 r. ,