Mamy 9567 aktualnych szkoleń oraz 5215 firm szkoleniowych. Dziś dodano 3 szkoleń.

Mobilizacja do mobile learning

 Uczniowie codzienne dźwigają na swoich plecach kilogramy wiedzy. Książki, podręczniki, ćwiczenia, zeszyty, słowniki... A gdyby tak wiedzę mogli nosić w kieszeni? O nowych metodach nauczania z zastosowaniem smartfonów, tabletów czy aparatów cyfrowych rozmawiamy z Marcinem Polakiem, współautorem e-booków dla uczniów i nauczycieli „Mobilna edukacja. M-learning czyli (r)ewolucja w nauczaniu."

Co oznacza termin m-learning?

To skrót angielskiego określenia mobile learning czyli mobilne nauczanie, uczenie się. Chodzi o to, by zwrócić uwagę na potencjał edukacyjny urządzeń mobilnych, takich jak komórki, smartfony, tablety, odtwarzacze MP3. Nasze przewodniki pod tytułem „Mobilna edukacja" dedykowaliśmy zarówno nauczycielom jak i uczniom. Różnią się one między sobą, ale cel mają ten sam - zachęcić do pełniejszego użycia nowoczesnych technologii w edukacji, rozwoju, komunikacji i współpracy w szkole. Chcielibyśmy przyczynić się do tego, by komórki i inne urządzenia mobilne wreszcie przestały nauczycieli i uczniów dzielić, a zaczęły łączyć.

Podtytuł książki to "(R)ewolucja w uczeniu się". Ciężko stwierdzić, czy nowe technologie w szkole są wciąż zaskoczeniem czy skutkiem postępującej komputeryzacji świata?

Zapewne jedno i drugie. Poziom zacofania technologicznego polskich szkół wzrasta z tą samą szybkością, z jaką następuje rozwój narzędzi, oprogramowania, możliwości technicznych komputerów, zwłaszcza w dobie coraz popularniejszych smartfonów. Nauczyciele mają do nich stosunek zakazowy, ponieważ nie tylko są to dla nich technologie nieznane, ale zazwyczaj nie posługują się też nimi tak biegle, jak ich uczniowie. Z kolei tych drugich nie ma kto nauczyć, jak z technologii mądrze korzystać. Szkole potrzebna jest swoista rewolucja, ale nie chodzi o infrastrukturę technologiczną. Największym problemem jest to, że nie wykorzystujemy nowoczesnych technologii, aby się uczyć i skuteczniej nauczać. Było już tak z tablicami interaktywnymi, które po zakupieniu w wielu szkołach były chowane do szafy, aby się zbyt szybko nie zniszczyły. To pokazuje, że tak naprawdę potrzebujemy rewolucji w głowach uczących się i nauczających.

Wspomniał Pan, że uczniowie lepiej radzą sobie z nowinkami technologicznymi niż nauczyciele. Czy nie jest to zbyt ryzykowne w polskich szkołach, aby niektórych kwestii uczeń uczył nauczyciela?

Świat idzie naprzód - liczy się w nim umiejętność współpracy, wymiany myśli, komunikowania się. Podstawą rozwoju gospodarczego jest praca zespołowa, od małej firmy zaczynając, a na globalnej korporacji kończąc. I tu mamy do czynienia z pewnym paradoksem - niestety szkoła tego nie uczy. Tymczasem uczniowie w sieci często wcielają się w rolę edukatorów, zwłaszcza gdy pomagają innym internautom. Lepiej posługują się nowymi technologiami - co z reguły gorzej wychodzi nauczycielom. A więc pola do wymiany, a nawet częściowej zamiany ról są. Czego najbardziej brakuje nauczycielom? Odwagi eksperymentowania i zaufania do uczniów. Rozmowy z uczniami o tym, jak chcą się uczyć i co mogą wspólnie osiągnąć w klasie. Nauczyciel powinien przełamać się i przestać być „przekaźnikiem" wiedzy. Powinien współpracować z uczniami, aby wypracować wspólną przestrzeń do edukacji. Zostanie wówczas nagrodzony przez uczniów, którzy pokażą mu, że są kreatywni, odpowiedzialni, a co najważniejsze - dzięki zmianom zaczną osiągać lepsze wyniki w nauce. Naprawdę są już takie szkoły w Polsce, w których nauczyciele postanowili otworzyć się na współpracę z uczniami i świetnie na tym obie strony wychodzą.

Wydaje się, że drogą do sukcesu jest rozmowa na ten temat. Jak zmienia się sytuacja w polskich szkołach?

Jeśli nauczyciel nie wie, jak używać nowych technologii, może poprosić ucznia lub uczniów o pomoc. Stworzenie zespołu pracującego nad nowymi formami przekazu może się okazać naprawdę twórczym i fascynującym doświadczeniem dla obu stron. W niedawno wydanej książce Aleksandry Pezdy „Koniec epoki kredy" możemy poznać kilku nauczycieli, którzy są doskonałymi wzorami do naśladowania, którzy przestali posługiwać się wyłącznie zieloną tablicą i kredą. Dobre praktyki obserwować możemy także w szkołach, które przystąpiły do projektu Szkoła z Klasą 2.0, organizowanego przez Centrum Edukacji Obywatelskiej. Tam wspólnie - uczniowie i nauczyciele - stworzyli zasady użytkowania nowych technologii na terenie szkoły oraz podczas zajęć, zwane Kodeksem 2.0. W ich ramach obie strony przyjmowały na siebie pewne zobowiązania. Jednym z nich było ustalenie zakresu umiejętności, których uczniowie obiecali uczyć swoich nauczycieli. Spokojnie wypracowany podział obowiązków między uczniów i nauczycieli może być bardzo owocny dla obu stron.

Jeden z filmów, do którego link podaje Pan w e-booku, pokazuje jak uczniowie wybawiają nauczycielkę z opresji. Zamiast szukać informacji w stosach książek, proponują jej korzystanie z internetu na lekcji.

Zapewne wszyscy czujemy opory przed tym, czego nie znamy i nie rozumiemy. Nowa technologia, mniej znana dyrekcji i nauczycielom, z założenia traktowana jest przez nich jako coś podejrzanego, czego celem jest odciągnięcie uczniów od nauki i przeszkadzanie nauczycielowi w realizacji programu. Umiejętność posługiwania się technologiami informacyjnymi i komunikacyjnymi jest jednak kluczowa dla rozwoju, pracy, uczenia się. Często dzieje się tak, że nauczyciel posługuje się internetem, ale nie przyjdzie mu do głowy, aby wykorzystać go na przykład jako źródło interesujących materiałów dla jego uczniów, które z powodzeniem zastąpić mogłyby wykład na lekcji. Stąd w naszym przewodniku wiele inspirujących pomysłów, od czego zacząć zmianę swojego myślenia o internecie i innych narzędziach.

Jednak korzystanie z internetu i innych urządzeń do nauki wymaga od nauczycieli poświęcenia dodatkowego czasu na przemyślenie takich zajęć i dokształcenie się. Czy mają na to chęci?

Wprowadzanie nowych technologii do szkoły zaowocuje zmianami wtedy, gdy zostanie wsparte nową metodyką. Zmienić się więc musi cała filozofia nauczania. Oczywiście wymaga to od nauczyciela poświęcenia dodatkowej pracy, a przede wszystkim otwartości na zmianę i odwagi przyznania, że nie jest wszechwiedzący. Nauczyciele będą potrzebowali zapewne kilku lat, aby przemodelować swój warsztat dydaktyczny i przyzwyczaić się do nowych mobilnych technologii. Istotne jest to, aby inwestowali swój czas w tworzenie cyfrowych zasobów edukacyjnych - to im się opłaci, gdyż zaoszczędzą sporo czasu w przyszłości (będą już mieli gotowe e-materiały) i będą mogli stale doskonalić swój warsztat.

Jakie programy lub aplikacje polecają Państwo nauczycielom?

Lista możliwych zastosowań do przedmiotów szkolnych nowych technologii i rozmaitych aplikacji działających na przykład w tabletach czy smartfonach, które opisaliśmy w naszym przewodniku, wyniosła kilkaset pozycji, do wszystkich przedmiotów. A prawdopodobnie i tak nie udało się „odkryć" wszystkich możliwych zastosowań. Polecamy wiele bezpłatnych i łatwych w użyciu narzędzi, jak np. blogi, bezpłatne oprogramowanie do obróbki zdjęć, filmów, dźwięków. Warto przeczytać przewodnik i wybrać dla siebie potrzebne pomoce.

A co z dziećmi, które w domu nie mają dostępu do Internetu lub korzystają z telefonów starszej technologii? Czy nie jest to czynnik wykluczający je z nowoczesnych zajęć? Czy Polska jest na tyle rozwinięta technologicznie, że można założyć, iż każdy uczeń może korzystać z m-learningu?

W pewnym sensie to samo moglibyśmy powiedzieć o uczniach, których rodziców nie stać na kupno podręczników i ciekawych edukacyjnych książek - często radzą sobie oni jednak w inny sposób, choćby korzystając z biblioteki. Według badań, poza szkołą dostęp do komputera ma w domu już 9 na 10 uczniów. Z Internetem też nie jest źle - według tegorocznych danych ma do niego dostęp ponad 90% uczniów głównie w domach. W szkołach zapewne jest nieco gorzej, ale z roku na rok sytuacja ta będzie się poprawiać. Wiele może poprawić rozwój sieci mobilnego i szybkiego Internetu.

Nie spodziewałbym się, że w najbliższych latach szkoły otrzymają specjalistyczne multimedialne pracownie, w których każdy uczeń będzie miał dostęp do komputera i szybkiego Internetu. Nawet gdyby to było możliwe, to nie jest wcale ideał. Szkoła technologicznie się cofa, podczas gdy poza szkołą praktycznie każdy uczeń ma już dostęp do jakiegoś komputera, coraz częściej mobilnego. Jeden komputer w klasie, jeden tablet, kilku uczniów ze smartfonami - to znakomity punkt wyjścia do wielu działań, zwłaszcza grupowych, gdzie niedobory sprzętu uczniowie zastępują ściślejszą współpracą i uczeniem się od siebie nawzajem.

A może każdy uczeń powinien przychodzić do szkoły ze swoim laptopem?

Laptop dla każdego ucznia być może wcale nie jest najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Mogą one zostać w ciągu najbliższych kilku lat wyparte przez sprzęt bardziej mobilny, wielofunkcyjny i intuicyjny w obsłudze. Obecnie w ofercie na abonament pojawiają się smartfony - wielofunkcyjne telefony z ekranem dotykowym możemy kupić już za 1 zł. Tablety także szybko tanieją. Liczba aplikacji, w tym edukacyjnych, dostępnych na te narzędzia rośnie w tempie o wiele większym niż tradycyjne, drukowane pomoce szkolne. Mają one moim zdaniem większą przyszłość i naprawdę olbrzymi potencjał edukacyjny. Tak jak wspomniałem, najlepszym wyjściem byłoby posiadanie w szkołach różnorodnej technologii, którą można byłoby wykorzystać w różnych celach i w różnej konfiguracji.

A czy uczniowie chcą szukać nowych rozwiązań do nauki? W książce opisują Państwo na przykład komputerowy program do robienia fiszek, które pomagają zapamiętać daty lub słówka.

Trzeba podkreślić, że w kieszeniach i plecakach uczniów znajdują się najnowocześniejsze urządzenia, które zdolne są zdynamizować uczenie się na poziomie szkolnym. Mobilne, z dostępem do Internetu, z funkcjami, które mogą świetnie wspomagać nauczanie na wszystkich przedmiotach: kamera, dyktafon, kalkulator, przeglądarka internetu - zestaw podstawowych narzędzi, z których każdy uczeń potrafi korzystać. Błędem byłoby jednak sądzić, że każdy uczeń wykorzystuje te narzędzia, aby się uczyć. Nie każdy jest świadomy tego, co posiada w kieszeni. To właśnie powinno być zadaniem nauczyciela: uświadomić uczniom, czym dysponują, co mogą z tym zrobić. To nauczyciele są kluczem do modernizacji i podniesienia jakości w nauczaniu, ale na razie ukrywają się za szkodliwie sformułowanymi szkolnymi zakazami. Czas najwyższy, aby to zmienić.

W jednej z części poradnika dedykowanego uczniom poruszają Państwo kwestię używania dyktafonu do nagrywania lekcji czy wywiadów. Jak zapatrują się na to nauczyciele? Konieczna jest ich zgoda?

Gdy nauczyciel rozpocznie z uczniami spokojną rozmowę na temat możliwych do użycia na lekcji czy w projektach narzędzi, nie będzie się czuł zagrożony, jeśli uczeń zechce go nagrywać. Rzecz jasna - wszystko, co chcemy opublikować w Internecie - czyjś głos, obraz, tekst - podlegają ochronie prawnej i konieczna jest zgoda nagrywanego na publikację. Zwracamy w naszym przewodniku uwagę uczniom i nauczycielom, na jakich zasadach opiera się publikacja w sieci i w jaki sposób mogą oni korzystać z materiałów już w Internecie zamieszczonych do swoich edukacyjnych celów. To bardzo ważne, żebyśmy uczyli się przestrzegania prawa w sieci - konieczna jest znajomość nie tylko zasad netykiety, czyli zasad poprawnego zachowania się w Internecie, ale także na przykład prawa do ochrony wizerunku czy praw autorskich. Warto te zagadnienia poruszać z uczniami w szkole.

A co z zachęcaniem młodzieży do nagrywania filmików? Czy nie jest dość ryzykowne w sytuacji, gdy tyle słyszało się o skutkach nieprzemyślanych publikacji filmów w Internecie?

Filmowanie przez młodych, tak samo jak publikowanie filmów w sieci nigdy nie było tak łatwe i dostępne. Jak wszystko - może być użyte do dobrych lub złych celów. Kiedy proponujemy uczniom i nauczycielom ten rodzaj aktywności, próbujemy przełamać dość stereotypowe podejście, zwłaszcza dorosłych, że młodzież głównie kręci „głupoty". Jeśli poprosimy uczniów, by oddali nam zamiast wypracowania krótki film na dowolny temat, możemy być mile zaskoczeni ich entuzjazmem i efektami. Jak już mówiłem, istotne jest uświadomienie uczniom, że ich „produkcje" są obwarowane różnymi prawnymi nakazami, niemniej daleki jestem od demonizowania filmów kręconych przez młodzież. Znam wiele przykładów świetnych uczniowskich edukacyjnych filmów, które napłynęły na takie konkursy, jak np. "Tydzień dla Oszczędzania" lub „Filmową mapę przemian". Uczniowie naprawdę potrafią tworzyć wspaniałe filmy. Idealne zarówno do celów szkolnych, a zwłaszcza działań projektowych.

Dużo uwagi poświęcono projektom edukacyjnym. Proszę powiedzieć kilka słów o tej metodzie nauczania. Czy to koniec z erą wkuwania i zapominania?

Projekt edukacyjny jest dziś uważany za jedną z najlepszych metod nauczania. Znane są od dawna, ale w Polsce, do momentu wprowadzenia obowiązku realizacji projektów w gimnazjum, nie były stosowane w szkołach na szeroką skalę. W kilku krajach stanowią już najpowszechniejszą metodę edukacyjną od pierwszej klasy aż do końca uniwersytetu. U nas także szybko rośnie ich popularność. Metodzie projektu przypisuje się wysoką efektywność, motywacyjność, zdolność spełniania wielu jednocześnie pozaprzedmiotowych celów edukacyjnych uważanych dziś za kluczowe. Przede wszystkim chodzi o kształtowanie umiejętności analizy, syntezy, oceny i samooceny, planowania działań, współpracy w grupie, komunikowania się, odpowiedzialności, terminowości, autoprezentacji i wielu innych. Metodą projektową pracuje się w większości firm, warto więc praktykować ją w szkole, by przygotować uczniów lepiej do wymagań rynku pracy.
Co ważne - szkoła powinna odchodzić od uczenia na pamięć i sprawdzania wyników zapamiętanych treści, zwłaszcza w dobie Wikipedii i Googla. Ważniejsze jest uczenie wyszukiwania i oceniania informacji, pracy zespołowej czy komunikacji, co doskonale da się realizować przy metodzie projektowej.

Z jakim odzewem spotkały się Państwa publikacje? Zarówno wśród nauczycieli jak i uczniów.

Nasza publikacja zbiera bardzo pochlebne recenzje i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Do tej pory pobrało ją ponad 1600 osób, w większości uczniów. O sukcesie przewodnika „Mobilna edukacja" zapewne świadczy fakt, że jest pierwszym na rynku tak obszernym zbiorem bardzo praktycznych wskazówek jak technologie, zwłaszcza mobilne mogą przemienić styl uczenia i nauczania. Jest on dostępny bezpłatnie na portalu edustyle.pl. Bardzo zachęcamy do pobrania go w wersji .pdf lub E-PUB.

Czyli Internet jednak nie ogłupia dzisiejszej młodzieży?

Internet to jest narzędzie. Można z niego korzystać z sensem, można i bez sensu. Tak samo możemy mądrze i głupio korzystać z samochodu albo motoru. Należy pokazać młodym ludziom, jak używać go efektywnie i twórczo, by służyło to ich rozwojowi, nauce, zdobywaniu wiedzy, komunikowaniu się, poszerzaniu horyzontów. Internet nikogo sam z siebie nie ogłupia. Natomiast jest problem niewykorzystanego potencjału edukacyjnego. Pokażmy młodym ludziom, w jaki sposób można się skutecznie uczyć, korzystając z zasobów Internetu.


Autor: Agnieszka Linke

Źródło: Edustacja.pl

Marcin Polak - twórca i redaktor naczelny portalu o nowoczesnej edukacji Edunews.pl, prawnik i ekonomista, edukator z zamiłowania. Od kilkunastu lat zajmuje się profesjonalnie edukacją i komunikacją społeczną realizując autorskie projekty, społeczne i komercyjne, o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym. W latach 2002-2007 kierował działalnością edukacyjną Narodowego Banku Polskiego, prowadząc kilkadziesiąt programów edukacji ekonomicznej i finansowej. Tworzy i realizuje autorskie programy edukacyjne z wykorzystaniem metody edutainment oraz e-learningu. Członek Rady Polski Przedsiębiorczej oraz Grupy Ekspertów Komisji Europejskiej ds. Edukacji Finansowej (2008-2011).

 


Data publikacji: 2011-10-04
Strony: 1

Sztuka wehikułem edukacji (2) , Jak zaplanować ścieżkę kariery, by odnieść satysfakcję finansową?, Ekonomia dla najmłodszych , Rekrutacja na Uniwersytet Otwarty na UW, Od nauki języka rośnie mózg,