Polskie uczelnie bez przyszłości
Polskie uczelnie są nadal daleko w tyle za światową czołówką. W najnowszym rankingu 75 najlepszych szkół biznesowych w Europie "Financial Times" znalazły się tylko dwie polskie uczelnie.
39 miejsce w rankingu zajęła Akademia Leona Koźmińskiego, natomiast odległe 67 Szkoła Główna Handlowa. W porównaniu z poprzednim zestawieniem Akademia Leona Koźmińskiego awansowała o trzy pozycje, dzięki czemu jako jedyna szkoła z Europy Środkowo-Wschodniej zajęła miejsce w pierwszej czterdziestce rankingu. W całym zestawieniu, poza nią i SGH, znalazła się tylko jeszcze jedna uczelnia z tej części kontynentu - Uniwersytet Ekonomiczny z Pragi. Choć nie jest to zbyt wielkie pocieszenie.
Ranking "Financial Times" powstaje w oparciu o jakość i program studiów. Ocenia też międzynarodowe akredytacje, anglojęzyczną ofertę edukacyjną, dbałość o absolwentów i liczbę zagranicznych wykładowców oraz studentów. Wysokie miejsce w rankingu oznacza, że uczelnia odpowiednio przygotowuje studenta do jego przyszłego miejsca pracy. Ale co to oznacza skoro polskie uczelnie nie zajmują czołowych pozycji, a nawet nie są uwzględniane w rankingu? Czy polski student zdobywa wiedzę dla własnej satysfakcji? Niestety często tak właśnie się dzieje.
Student znaczy gorszy
O efektywność i jakość polskiego nauczania najlepiej zapytać osoby, które potrafią to zweryfikować - czyli pracodawców. Opinie są zgodne, choć nienajlepsze.
- Najgorszymi pracownikami są absolwenci dopiero co po studiach. Oczywiście mają świetne referencje: znajomość języków i bardzo dobre kursy, ale gdy przychodzi co, do czego nie potrafią tego wykorzystać. Dlatego przez pierwszy rok zamiast pracować na nowo uczą się wszystkiego jakby pierwszy raz mieli z tym do czynienia, a przecież przez ostatnie lata mówili o tym na okrągło podczas zajęć" - mówi Piotr Strużek z firmy TechnoLab, wdrażającej nowe rozwiązania technologiczne.
Studenci owszem wiedzą jak się uczyć kolejnych formułek, ale nie potrafią wykonać prostych czynności. Nawet obecnie testy kompetencji odbywają się często na papierze - student opisuje w jaki sposób włączyć guzik lub ustawić maszynę. Dlatego nawet po studiach nie jest się kompetentnym i pełnowartościowym pracownikiem, bo wciąż brakuje zwykłych umiejętności.
- Nie mam dobrych wspomnień po zatrudnianiu absolwentów. Dlatego organizuję szkolenia dla studentów, aby mogli podpatrzeć jak ich teoria wygląda w codziennym życiu. To daje bardzo dużo młodemu człowiekowi, ale powinien on oczekiwać tego od swojej uczelni, a nie pracodawcy - wyznaje Mateusz Barka z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Karat.
Ścieżki kariery
Jednym z głównych grzechów polskich uczelni, poza miernym przygotowaniem studentów do przyszłej pracy jest brak rozsądnej polityki kadrowej. Uczelnie określając swoje kierunki nie patrzy na dziedziny potrzebne na rynku pracy, ale bierze pod uwagę możliwości kadry dydaktycznej. A jak wiadomo dla wielu konserwatywnych naukowców do nauki książka w zupełności wystarczy.
- W Stanach Zjednoczonych akademickie jednostki doradztwa zawodowego informują o ścieżkach kariery, po których wiadomo czym można się zajmować po ukończeniu konkretnego kierunku studiów. To pomaga wybrać najlepszy blok przedmiotów w trakcie nauki. Natomiast u nas sporo przedmiotów jest zupełnie niepotrzebnych i dlatego tak powszechna stała się zasada trzech Z - mówi Piotr Sarnecki z Departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy PKPP Lewiatan, ekspert przygotowujący projekt edukacji dla rynku pracy.
Autor: Tomasz Zdunek - Edustacja.pl